Kobieta w rodzinie Psychologia

Mamo, tato jestem już dorosły!

jestem już dorosły

Kiedy nasze dzieci dorastają i stają się coraz bardziej samodzielne, wymagają od rodziców innego podejścia, niż jak były nieporadne i potrzebujące opieki. Chcą, aby pytano je o zdanie, liczono się z ich decyzjami i rozmawiano z nimi jak z dorosłymi. Wielu rodziców ma z tym problem i nie dostosowuje się do wieku potomka, traktując go jak wieczne dziecko. Nie tędy droga!

Relacje pomiędzy rodzicami a dorosłymi dziećmi mogą być bardzo dobre pod warunkiem, że „pracujemy” na to od urodzenia naszych pociech – to podpowiada nasza intuicja.
Na każdym etapie funkcjonowania rodziny tworzymy podłoże do uczuciowego i przyjacielskiego układu. Silną więź buduje się przez całe lata, razem z dziećmi spędzając wakacje, angażując się w rozwijanie dziecięcych i młodzieżowych zainteresowań, okazując sobie wzajemnie miłość, wyrozumiałość i szacunek.

Przychodzi w końcu moment, kiedy nasza latorośl, uznając się za dorosłą, nie potrzebuje rodziców w takim stopniu jak kiedyś. Nie chce bezkrytycznie przyjmować rad i sądów, bo przecież ma już swoje zdanie – zdanie młodego człowieka, często lepiej przecież rozumiejącego ten świat i czas, w którym żyjemy. Ciągłe pouczanie go spowoduje, że będzie się odwracał i automatycznie poprawny z nim dotychczas kontakt będzie zwyczajnie zanikał.

Elastyczność

Aby rodzic mógł przetrwać bez wielkiego cierpienia ten etap i nie zamęczał przy tym swojego dziecka, musi wykazać wiele cierpliwości i mieć świadomość, że taki stan, to norma. Nie narzucać bezceremonialnie swojej woli, dyskretnie kontrolować życie naszej młodzieży, obserwować otoczenie i znajomych, wyrażając w sposób wyważony swoje sugestie. Powinno procentować to, co “wpajaliśmy”: pociechom od najmłodszych lat.

„Dzieci” kończą szkoły, studia, zakładają rodziny. Rodzice pełnią już całkiem inną, nową rolę w rodzinnym układzie. Oswajają się z sytuacją, oddychając z pewną ulgą w przeświadczeniu, że dzieci są już „zabezpieczone”, a teraz my – rodzice – mamy czas niemal wyłącznie dla siebie, możemy znowu po latach przyjrzeć się baczniej sobie nawzajem.

Nagle, wraz z pojawieniem się wnuków, stajemy się znów nieodzowni dla naszych „dzieci”. Bo kto, jak nie dziadkowie, z taką miłością i oddaniem zajmie się maleństwem… Tworzy się nowa rodzinna struktura, nowa funkcja rodziców i nowe priorytety: małe dziecko i jego potrzeby, daleko za tym – cała reszta.

Paweł Chudy

Kiedy nasze dzieci dorastają i stają się coraz bardziej samodzielne, wymagają od rodziców innego podejścia, niż jak były nieporadne i potrzebujące opieki. Chcą, aby pytano je o zdanie, liczono się z ich decyzjami i rozmawiano z nimi jak z dorosłymi. Wielu rodziców ma z tym problem i nie dostosowuje się do wieku potomka, traktując go jak wieczne dziecko. Nie tędy droga!

Rodzic, czyli bratnia dusza

Często też, w przypadku niepowodzeń czy kłopotów, w sposób naturalny stajemy się dla dorosłych dzieci powiernikami, pocieszycielami, „konfesjonałem” przez 24 godziny na dobę. Zwracają się do rodziców, jak do najbliższych przyjaciół. Wiedzą, że zawsze znajdą tu wsparcie, prawdziwą życzliwość i bezwarunkową chęć niesienia pomocy. Można zwierzać się „starym” jeżeli od zawsze łączyły członków rodziny dobre, przyjacielskie stosunki. Tak więc nadal mamy o czym myśleć, rozmawiać, martwić się i przeżywać wszystko razem z naszymi dziećmi.

Jesteśmy rodzicami przez całe swoje życie, to nie jest stan przejściowy ani epizod w życiu małżeństwa, jak powiadają niektórzy. Tak jest przynajmniej w większości rodzin naszego kręgu kulturowego. Ważne, aby mieć poczucie dobrze spełnionego obowiązku przyjętego na początku drogi. I usłyszeć od bardzo dorosłego dziecka: Mamo, tato, jesteście moimi najlepszymi przyjaciółmi!

Paweł Chudy

Komentarze (4)

pati25

11 lat temu

Nasze dziecko bez względu na to ile ma lat zawwsze będzie naszym dzieckiem i będziemy się o nie martwić.Czy jest małe czy już dorosłe.Nawet wtedy gdy ma już własną rodzinę.

drobina

11 lat temu

Naczęściej to nasze dzieci dają nam do zrozumienia, że są dorosłe. Bywa, że my tego nie zauważamy i ciągle nam się wydaje,że bez nas ani rusz.

Giulia

11 lat temu

Mimo wszystko, szkoda, że moje dzieci urosły. Wiem, że to taka kolej rzeczy, ale chciałabym mieć je małe koło siebie. Emilly, fajne słowa napisałaś.

Emilly27k

11 lat temu

Ja bym była dumna z rodziców i wcale bym nie narzekała,że chcą uczestnczyć w moim życiu. Moja dorosłość nie popsuje im planów:)

Zostaw komentarz