niezwykłe historie miłosne

Marlena z każdą chwilę tęskniła za nim coraz mocniej.  Tak bardzo chciała z nim porozmawiać, zobaczyć uśmiech na jego twarzy i przytulić się do niego. To był jedyny facet, przy którym czuła się taka bezpieczna i szczęśliwa. Im dłużej go nie widziała, tym silniejszą odczuwała tęsknotę. Nie zgadzała się ze stwierdzeniem, że czas leczy rany.  Tak może jest w przypadku facetów, którzy nas zauroczyli, ale nie w przypadku do mężczyzn, do których poczułyśmy coś więcej.

Marlenę od kilku dni przepełniał smutek, choć starała się z nim walczyć, nie było jej łatwo. Miała bowiem wyłącznie negatywne przeczucia. Bała się, że już więcej się z nim nie zobaczy, nie przytuli, nie porozmawia z nim. Nie potrafiła uwierzyć, że to, co tak dobrze się zapowiadało, tak nagle się skończyło, pozostawiając piękne wspomnienia.

REKLAMA

Marlena zakochiwała się w nim powoli. Od początku wpadł jej w oko, potem wywarł dobre wrażenie na pierwszej randce. Z czasem odkryła, że potrafi być ciepłym, wrażliwym, kochanym i romantycznym facetem.  Takiego mężczyzny zawsze chciała na swojego partnera, a w przyszłości męża. Tak, to był pierwszy facet, o którym pomyślała, że za parę lat mogłaby wyjść za niego za mąż. Marlena nigdy wcześniej nie dopuszczała nawet takiej możliwości. Gdy była z Adrianem przez 5 lat studiów, zawsze mówiła, że zależy jej na związku bez papierka. Nie uznawała ślubów. Nie chciała nigdy mieć dzieci. Przy nim zaczęła przekonywać się do małżeństwa i macierzyństwa w jakiejś dalszej przyszłości. Czuła, że to po prostu właściwy facet, z którym można stworzyć coś więcej i zyskać ogrom szczęścia.

Gdy powracała myślami do niego, to, owszem, dostrzegała jego wady, ale też mnóstwo zalet, które skutecznie je rekompensowały. Marlena wkurzała się, jak nie zawsze odpisywał lub robił to po dłuższym czasie. Irytowało ją to, że nie miał dla niej więcej czasu. Z drugiej strony z nikim nie przeżyła tak pięknych chwil i nie była aż tak szczęśliwa. Marlena wciąż pamięta każdy szczegół z ich spotkań, rozmów, każdy dotyk i miłe słowo.

Relacja z nim była absolutnie wyjątkowa. Niezwykle romantyczna i wszystko wskazywało na to, że za ich spotkaniem stała jakaś siła wyższa. Może to przeznaczenie?  Wiele przetrwała, ale w końcu się posypało.  Marlenie spodobało się to, że przytulił ją na powitanie na pierwszej randce. Urzekł ją tym, jak opowiadał o swoim młodszym bracie. Spodobało jej się, że zawsze odprowadzał ją do domu, dzięki czemu czuła się bardzo bezpiecznie. Poza tym był bardzo inteligentny i zabawny. Z nim nigdy się nie nudziła. Zabierał ją na romantyczne randki, w tym takie przy świetle księżyca z dala od miasta. Nie był nachalny, nie dążył do seksu już na pierwszej randce.

Potrafił być spontaniczny, zawsze będzie miło wspominać niespodziewane karaoke, taneczne wygłupy na środku ulicy inspirowane deszczową piosenką. Romantyczny, czuły seks w grudniową, zimną noc i to, jak ją po nim przytulał.  Z nikim nie przeżyła tyle dobrych, szczęśliwych i wyjątkowych chwil. Marlena wiedziała, że nigdy żaden facet mu nie dorówna.  Z jednej strony cieszyła się, że choć przez chwilę była tak szczęśliwa i przeżyła niesamowitą przygodę. Z drugiej ta perspektywa nie brzmiała zbyt optymistycznie.

Marlena tak bardzo chciałaby spróbować raz jeszcze, z czystą kartą, bez robienia sobie nawzajem wyrzutów i chorych jazd.  Drugi raz nie popełniłaby tych samych błędów.  Wcześniej nawet nie widziała, że była dla niego chłodna. Gdyby o takich rzeczach wiedziała wówczas, na pewno korygowałaby je na bieżąco. Marlena dopiero z czasem, dzięki swoim przyjaciołom, dostrzegła błędy, których wcześniej nie widziała. Brakowało jej spontaniczności, choć w relacjach z innymi ludźmi jest otwarta i spontaniczna. Bała, że on ją zbeszta za przytulanie, łapanie za rękę czy pocałunek. Jednocześnie bardzo chciała, aby on okazywał jej czułość, choć sama tego nie umiała zrobić. Zdawała sobie sprawę, że on mógł uznać, że ona nie jest nim zainteresowana. Nie czuł się kochany ani pożądany. Marlena bardzo żałowała, że nie powiedziała mu wprost, że jest jej z nim cudownie w łóżku, bo wspaniale całuje i lubi, jak ją dotyka.  Ubolewała też nad tym, że nigdy nie zwróciła się do niego czułym przezwiskiem, które miała na końcu języka. Było jej przykro, że nie wychodziła z większą inicjatywą. Nie pokazywała wprost, że zależy jej na nim jak na facecie, nie zaś jak na koledze.

Widziała, że popełniła masę błędów. Po pierwszym spotkaniu mogła być bardziej oryginalna, a nie tak zachowawcza i zapytać od razu, czy drugie, które zaproponował hurtem przez Messengera, wciąż jest aktualne. Przez jej babskie czekanie rodem z telenoweli on mógł poczuć się olany. Kiedyś nawet zarzucił jej, że nie umie oddzielić rzeczy ważnych od ważniejszych. Teraz by umiała, bo przemyślała wszystko na spokojnie i wyciągnęła odpowiednie wnioski.

Marlena czuła jednak, że zdrowy rozsądek i przemyślenia przyszły za późno.  On jej nie da kolejnej szansy i nie zechce się spotkać. A ona bała się do niego napisać, bo nie wiedziała, jak na to zareaguje. Czy się nie wkurzy, czy w ogóle jej odpisze. Chciałaby, aby jej to nieco ułatwił i sam pierwszy wyciągnął rękę na zgodę. Potrzebowała chociaż małej zachęty do działania. Jakiegoś SMS-a, telefonu, wiadomości na Messengerze. A najlepiej okazji do spotkania, aby mogła naprawić popełnione niegdyś błędy i traktować go już zawsze tak, jak na to zasługuje. Przez telefon nie jest w stanie go przytulić ani pocałować. Marlenie bardzo zależało na spotkaniu sam na sam, na którym mogłaby udowodnić, że jej na nim zależy. Po prostu być sobą.  Gdyby dał jej jeszcze jedną szansę, na pewno by ją wykorzystała.  Ale czy los, który dawał jej już tyle szans na poprawę, będzie dla niej aż tak łaskawy? Wiedziała, że teraz jest w stanie postępować inaczej, otworzyć się na niego i prawdziwe emocje, które rozsadzają ją od środka.

Tak bardzo chciała mieć okazję, by pochwalić go za tyle dobrych rzeczy, które robi. Powiedzieć mu zasłużone komplementy, które od dawna cisną jej się na ustach. Marlena czuła, że straciła prawdziwy skarb. Chciała go odzyskać, ale potrzebowała choć cienia nadziei, maleńkiego przebłysku jego dobrej woli, by z nim porozmawiać i spotkać się na żywo. To ostatnie było dla niej priorytetem, bo zwykła rozmowa przez telefon czy Messengera nie rozwiązuje problemu. Nie da się na odległość dać komuś odczuć, jak bardzo jest dla nas ważny, by i on mógł wyczuć w tym szczerość. Można to napisać, ale nie zabrzmi to wiarygodnie. Marlena już wie, że wtedy popełniła wielki błąd.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ