Alternatywna medycyna Natura i eko

Samoleczenie pod kontrolą

samoleczenie-pod-kontrola

Kiedy coś nam dolega nie zawsze idziemy do lekarza, często stosujemy samoleczenie. Taki sposób kuracji może mieć pozytywne jak i negatywne skutki dla naszego zdrowia.

Nawet proste leczenie powinno być stosowane z rozwagą, dla własnego dobra powinniśmy zdobyć podstawową wiedzę, jak sobie radzić z bólem gardła, przeziębienie itd. Samoleczenie można rozumieć jako profilaktykę, czyli dbanie o nasze zdrowie, bądź leczenie środkami dostępnymi bez recepty. Kiedy decydujemy się na samodzielną kurację bez konsultacji lekarza możemy liczyć raczej na podleczenie się, niż przywrócienie organizmowi równowagi. Osoby kompetentne na pewno udzielą nam informacji, co zastosować żeby nie zaszkodzić sobie. Jeśli cierpimy na choroby przewlekłe to samodzielne decyzje w doborze odpowiednich leków mogą mieć negatywne skutki. Nie możemy także oczekiwać, że jeśli coś samo przyszło, to samo odejdzie.

Porady

Zdarza się, że na nasze decyzje co do używanych środków leczniczych mają wpływ porady znajomych. Coś co pomogło naszym znajomym nie koniecznie musi nam pomóc, wręcz przeciwnie, może również zaszkodzić. Każdy lek, który kupujemy bez recepty ma swój określony skład i działanie, należy przed użyciem dokładnie zapoznać się z załączoną do niego informacją oraz skonsultować się z farmaceutą. On po zapoznaniu się z informacjami, które mu przekazujemy, wskaże nam odpowiedni lek lub doradzi wizytę w odpowiednim gabinecie lekarskim.

Reklama

Codziennie jesteśmy bombardowani spotami reklamowymi, które doradzają nam jak się leczyć, czym leczyć i co jest najlepsze dla naszego zdrowia. Nie możemy dać się wprowadzić w błąd, reklamy pokazują jedynie korzyści i dobre strony stosowania danego specyfiku, nie mówią jednak o skutkach ubocznych oraz działaniach niepożądanych. Następstwem tego mogą być powikłania spowodowane wejściem w interakcje przyjmowanego leku z innymi lekami, które stosujemy równolegle. Im więcej leków i suplementów diety stosujemy, tym bardziej jesteśmy narażeni nie na „wspaniałe zdrowie” lecz na choroby, które mogą być wynikiem przyjmowania tych leków. Reklama nie może być godnym zaufania źródłem informacji, zawsze czytajmy ulotki, zasięgnijmy porady specjalisty i stosujmy leki ze zdrowym rozsądkiem.

Kanka

Kiedy coś nam dolega nie zawsze idziemy do lekarza, często stosujemy samoleczenie. Taki sposób kuracji może mieć pozytywne jak i negatywne skutki dla naszego zdrowia.

Internet

Internet stał się na tyle popularny, że jest swoistą kopalnią wiedzy z każdej dziedziny. Jest konkurencyjny dla farmaceutów, gdyż poszukiwane informacje uzyskujemy bezpośrednio w domu. Internet aż kipi od porad i wskazówek internautów, znajdziemy w nim mnóstwo serwisów, portali i forów, na których na pewno znajdziemy satysfakcjonujące nas informacje, zaspakajające głód wiedzy. Ale czy można zaufać tym informacjom? Na pewno jeśli znajdujemy je na fachowych stronach, które są szanowane i umieszczają na swoich łamach jedynie rzetelne porady i wiadomości. Wszelkie porady, którymi wymieniamy się z innymi forumowiczami muszą być uwierzytelnione, dlatego najlepiej potwierdzić je udając się do farmaceuty lub lekarza.

Receptury babuni

W samoleczeniu oprócz leków bez receptę można zastosować zioła. I tu znów przychodzi nam z pomocą internet bądź babcine przepisy. Zioła są naturalne i może nam się wydawać, że nie zaszkodzą naszemu zdrowi, jest to mit. Każde leczenie powinno odbywać się pod okiem specjalisty, nawet ziołowe kuracje, które stosowane prawidłowo i z głową mogą nam pomóc, a zdrowie pozostanie bez uszczerbku. Ważna jest świadomość tego co tak naprawdę nas leczy, a co szkodzi. Tylko z wiedzy i rozsądku mogą nam zapewnić bezpieczeństwo i skuteczność leczenia we własnym zakresie.

Kanka

Komentarze (28)

mejgosia

9 lat temu

sandro, jak tylko zapoznam się z tymi dietami, to na pewno napiszę co o tym sądze, dzięki za poświęcony czas i rady, a ten benecol to tylko aby zwilzyć mój czarny chlebuś, bo jednak trudno tak z wszystkiego zrezygnowac!

Sandra

9 lat temu

Wracając jeszcze do diety dr Dąbrowskiej, to zakłada ona między innymi okres głodówki, już nie pamiętam jak długi. Na ile się orientuję, to masz swoje rodzinne obowiązki i być może ta dieta byłaby dla Ciebie zbyt uciążliwa. Dlatego myślę, że w Twoim przypadku lepiej sprawdziłaby się dieta dr Budwig. Tak myślę, ale przecież mogę się mylić.

Sandra

9 lat temu

mejgosia, piszesz, że nie używasz margaryny, ale przecież benecol to też margaryna…
Nie wierzę w to, że jeśli do niezdrowego jedzenia, jakim niewątpliwie jest margaryna, doda się jakiś zdrowy składnik ( w przypadku benecolu jest to roślinny ester stanolu), to już taka margaryna jest zdrowa. To jest po prostu nielogiczne.

Sporo szukałam w internecie, ale nie znalazłam żadnej wzmianki o tym, że żyworódka leczy takie schorzenia jak Twoje.
Gdybym ja chorowała na to co Ty, to zainteresowałabym się leczeniem dietetycznym np. dietą dr Budwig opartą na oleju lnianym zimnotłoczonym i nieoczyszczonym. Wrzuć sobie w Google hasło „dieta dr Budwig” i poczytaj.

Nie jestem znawcą tematu, ale nie sądzę, żeby choroby spowodowane miażdżycą dały się wyleczyć szybko, stosując tylko jeden środek. Leczenie takich chorób to jest proces, który musi potrwać. Myślę, że leczenie dietą da najlepsze rezultaty.

Dobra też jest dieta dr. Dąbrowskiej, ale bardziej radykalna niż Budwig. Trzeba ją robić pod kontrolą lekarza. Trzeba jednak znaleźć mądrego lekarza, który rozumie, że leczenie to nie tylko przepisywanie leków. Najlepiej jednak byłoby wyjechać na wczasy lecznicze do jednego z ośrodków leczących tą dietą. Nie wiem jednak, czy takie rozwiązanie Cię urządza, ale też możesz sobie poczytać o tej diecie. Bardzo jestem ciekawa, co sądzisz o tych dietach.

mejgosia

9 lat temu

Do Sandry cd.
Tak, to zmiany miażdżycowe, raczej obciążenie dziedziczne ,po ojcu. Na dietce jestem od dwóch lat, anty- cholesterolowej, nie używam margaryny, do smarowania benecol, olej i oliwa, nic smażonego, ogólnie nie jem tego co lubię ! poza tym biorę statyny na obniżenie cholesterolu. wyeliminowałam wszystko co pogłębia miażdżycę i zastosowalam co mi zalecono ( ruch na świeżym powietrzu, pływanie,itp) jednak miażdżyca się nie cofnie , a podobno, żyworodka to potrafi !
szukam kontaktu z ludźmi którzy ja stosują i maja jakieś efekty !

Sandra

9 lat temu

mejgosia, słyszałam sporo o żyworódce, ale sama jeszcze jej nigdy nie stosowałam. Nie słyszałam też, czy pomaga w takich przypadkach jak Twój.
Nie jestem lekarzem, ale podejrzewam, że Twoja przypadłość ma podłoże miażdżycowe. Nie wiem jak się odżywiasz, ale może powinnaś pomyśleć o zmianie diety?
Poza tym myślę, że powinnaś sobie poczytać Portal Wiedzy o Zdrowiu http://www.bioslone.pl. Jest tam sporo mądrych rzeczy do przeczytania. Nie ze wszystkim co tam napisane się zgadzam, ale bardzo dużo się tam nauczyłam. Polecam.

Sandra

9 lat temu

I jeszcze jedno chciałam napisać. Nie jestem wrogiem medycyny jako takiej, nie twierdzę, że jest ona niepotrzebna. Weźmy na przykład taką medycynę ratunkową. Ile osób dzięki niej żyje. Albo chirurdzy czy ortopedzi – dokonują niemal cudów składając „do kupy” powypadkowych połamańców. Czy można to kwestionować?
Tak przecież było z moim synem. Przytrafił mu się wypadek przy pracy, miał zmiażdżoną prawą nogę. I tak miał szczęście w nieszczęściu gdyż lekarz z pogotowia podejrzewał uszkodzenie kręgosłupa i wezwał helikopter, który odtransportował go do Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie. Gdyby znalazł się w prowincjonalnym szpitalu, wyszedłby z niego po tygodniu, tyle, że bez nogi. W Szpitalu Dzieciątka Jezus są jednak świetni specjaliści. Syn spędził tam 3 miesiące, przeszedł kilka operacji i nogę mu uratowali. Wykonali dosłownie koronkową robotę. Potem trafił na dobrego rehabilitanta i w efekcie chodzi samodzielnie bez wspomagania kulami czy laską. Jak ktoś nie wie o jego wypadku, to się nie zorientuje, że z jego nogą jest coś nie tak.

Takie osiągnięcia medycyny to jest przecież coś wspaniałego. Trudno tego nie doceniać. Jednak z chorobami przewlekłymi tzw. cywilizacyjnymi medycyna sobie nie radzi. Co najwyżej łagodzi objawy i spowalnia przebieg choroby, natomiast lekarze przepisują pacjentom szalone ilości chemicznych leków, które na jedną rzecz pomagają, a na kilka innych szkodzą. I tu właśnie sami musimy zadbać o swoje zdrowie i nie dopuścić do tych chorób, ale to jest już zupełnie inny i bardzo obszerny temat.

mejgosia

9 lat temu

Sandro, to naprawdę rewelacja! Ja mam kłopoty z tetnicą udowo- biodrowa,bardzo jest zatkana i trzy lata temu zsiniał mi mały palec u prawej nogi, nie moglam spac bo noga strasznie bolała, była niedokrwiona, biore leki na rozszeżenie tętnic i na rozrzedzenie krwi i jakos teraz jest ok ale to tylko zatrzymuje zatykanie tętnic a nie cofa choroby, może masz jakieś wieści co by tu pomogło, kiedyś czytałam o żyworódce, to podobno taka roślinka która pomaga , co o tym sądzisz?

Sandra

9 lat temu

Mój syn (36 lat) jest cukrzykiem, a ponadto ma prawą nogę niepełnosprawną po wypadku. Pewnego dnia prawa stopa mu spuchła i zrobiła się czerwona, pojawiło się też mnóstwo drobniutkich, bardzo swędzących krostek. Z początku myśleliśmy, że to samo przejdzie, ale sytuacja się pogarszała. Zaczerwienienie i krostki powiększały swoje „terytorium” i wędrowały ku górze. Zaczęłam się obawiać, że są to początki stopy cukrzycowej. Co prawda objawy nie były klasyczne, ale i noga nie jest zdrowa. Syn poszedł do swojego lekarza. Lekarz przepisał leki i syn skrupulatnie je stosował. Zużył wszystkie, a stan nogi się pogarszał, zmiany sięgały już połowy łydki.

Poszedł ponownie do lekarza. Lekarz nie wiedział co to jest, ale przepisał inne leki i syn znów je stosował. Mimo to stan nogi się pogarszał. Zmiany sięgały już połowy uda, noga była mocno spuchnięta i nie czerwona, tylko prawie fioletowa.

Zaczęłam przeszukiwać internet w nadziei, że znajdę coś, co może pomóc. I tak było. Natknęłam się gdzieś na nazwę „balsam Szostakowskiego”. Trochę poczytałam o jego działaniu i postanowiłam spróbować. Znalazłam balsam na Allegro, ale zależało mi na czasie. więc postanowiłam poszukać na mieście. W aptekach nie znalazłam, kupiłam w sklepie zielarskim.

Po wysmarowaniu balsamem całej nogi syn bardzo szybko z radością i niedowierzaniem stwierdził, że obłędne swędzenie ustąpiło. Pojechał do pracy, a po kilku godzinach zadzwonił do mnie i powiedział, że skóra na nodze strasznie się łuszczy, aż się z niej sypie, a pod spodem widać delikatną, zdrową skórę. Byliśmy w szoku. Działanie tego specyfiku było wspaniałe i błyskawiczne. Smarował tę nogę przez kilka dni. Skóra intensywnie się łuszczyła, tak jakby zrzucała z siebie chorą warstwę, opuchlizna się zmniejszała, zaczerwienienie ustępowało. Po kilku dniach wszystko było w porządku. To było aż niewiarygodne. Wystarczył dawny, prosty lek, o którym dzisiejsi lekarze przeważnie już nie pamiętają lub nie chcą pamiętać.

mejgosia

9 lat temu

łał jestem w szoku! Sandro gratuluję wiedzy, bo jednak trzeba ją mieć, żeby sobie z tym wszystkim tak pięknie poradzić ! Skąd to wszystko wiedziałaś? gdzie kupujesz to mydło? na szczęście mi nie dokuczają takie objawy bo bym chyba siły nie miała na taką wojnę, pewnie pozerałabym te leki od dermatologa ! Dzieki za wyczerpującą odpowiedź ! pozdrawiam i życzę zdrówka !!!

Sandra

9 lat temu

Od wyżej opisanych wydarzeń minął rok i jesienią 2010 roku zaczął mnie boleć prawy staw barkowy. Na początku się tym nie przejęłam. Bóle nie były zbyt silne, brałam więc jakąś tabletkę przeciwbólową i mogłam normalnie funkcjonować, ale do czasu. Ból w końcu bardzo się zwiększył, powszechnie dostępne leki przeciwbólowe już nie działały, a ból był tak silny, że nie pozwalał zasnąć, ba, nie pozwalał nawet się położyć.
W tej sytuacji poszłam do lekarza, który stwierdził, że jest to zapalenie stawu barkowego. Przepisał mi antybiotyk w zastrzykach, jeszcze jakieś tabletki (nie pamiętam ich nazwy) i silny środek przeciwbólowy. Postanowiłam wszystkie te leki wybrać zgodnie z zaleceniami i tak zrobiłam.

Już w trakcie brania leków była powtórka z rozrywki tzn. miejsca, gdzie wcześniej
były plamy znów się zaogniły i zaczęły swędzieć, przecież do organizmu znów poszła chemia. Ja jednak nadal brałam leki, gdyż musiałam wyleczyć ten bark. Plamy rozwijały się dalej i zajęły obszar skóry znacznie większy niż rok wcześniej. Po wyleczeniu barku musiałam coś zrobić ze skórą. Nie mogłam zastosować maści i okładów z siemienia, gdyż akurat wtedy pracowałam i praca ta wiązała się z dalekimi dojazdami. Nie było mnie w domu od rana do wieczora, nie było więc mowy o zastosowaniu metody z ubiegłego roku.

Wtedy przypomniało mi się, że po tym, jak wyleczyłam nogę mojego syna, został mi balsam Szostakowskiego. Postanowiłam spróbować. Codziennie po porannym prysznicu smarowałam największą plamę balsamem, przykładałam jałową gazę i ubierałam się. Po przyjeździe do pracy szłam do toalety i wyrzucałam suchą już gazę. Tak robiłam trzy tygodnie, może miesiąc i plamy znów wygoiły się! Skórę mam zdrową do dzisiaj i, póki co, nic nie zapowiada nawrotu łuszczycy, a jeśli wróci, to znów będę z nią walczyła. Tak oto organizm po raz drugi zbuntował się przeciwko pakowaniu w niego chemii…

Sandra

9 lat temu

Tak, jak pisałam wyżej, odstawiłam drogeryjne kosmetyki i zaczęłam się myć mydłem Alep. Miałam wówczas ledwo zaczęty żel pod prysznic, na etykiecie było napisane, że jest to żel dla skór wrażliwych, alergicznych i takie tam. Odstawiłam żel do szafki i używałam mydło.
Gdy moje plamy były już pięknie wygojone, pomyślałam sobie, że szkoda takiego ledwo zaczętego żelu i że ja go zużyję, a potem wrócę do mydła Alep. Tak też zrobiłam. Myłam się tym żelem ok. 10 dni, kiedy to miejsca w których kiedyś były plamy łuszczycowe, zaogniły się i zaczęły swędzieć. Nie czekałam na dalszy „rozwój wypadków”. Żel wylądował w koszu, a ja wróciłam do mydła Alep. Maści i okładów już nie stosowałam. Po kilku dniach skóra znów była zdrowa. Tak oto organizm pokazał mi, że „nie życzy sobie” żadnej chemii. A pani dermatolog chciała pakować we mnie chemię farmakologiczną bez opamiętania. Jak powiedziała, aż do skutku. Skutki byłyby opłakane…

Sandra

9 lat temu

Nie jest to ani kwestia odwagi, ani nieodpowiedzialności. Jest to po prostu ogromny brak zaufania do lekarzy i współczesnej medycyny, ale przecież ja z tym brakiem zaufania się nie urodziłam. Na brak zaufania, podobnie jak na zaufanie, trzeba sobie zapracować i tak właśnie się stało.
Przecież z tą łuszczycą byłam u pani dermatolog i co? Zamierzała mnie leczyć metodą prób i błędów. Powiedziała mi wprost, że mam zużyć przepisane leki, jeśli nie pomogą, to przyjść po następne, jeśli następne nie pomogą, to ona przepisze jeszcze inne i tak aż do skutku. To ile tej chemii miałam w siebie wpakować? I jeszcze słono za to płacić w aptece? Taki sposób leczenia mi nie odpowiada.

Ale wracajmy do łuszczycy. „Dopadła” mnie na jesieni 2009r. Wyszły mi plamy na brzuchu, z lewej i prawej strony brzucha, oraz z tyłu, trochę poniżej nerek. Zlikwidowałam je z pomocą maści propolisowej i siemienia lnianego.
Maść propolisowa nie może być z apteki, gdyż tam propolisu jest niewiele. Trzeba ją zrobić samemu. Oto przepis;

składniki: 30 g kitu pszczelego (propolisu)
80 g oleju z pestek winogron
50 g wazeliny.

Do metalowego naczynia wlewamy olej i ogrzewamy na małym ogniu. Można to robić w kąpieli wodnej. Do gorącego oleju wrzucamy propolis i ogrzewamy dalej mieszając, aż się rozpuści czyli ok. 10 – 20 min. Propolis nie rozpuści się całkowicie, część (chyba jakieś substancje nierozpuszczalne lub zanieczyszczenia) pozostanie nierozpuszczona. Wazelinę wkładamy do słoiczka, czy pojemnika w którym będziemy przechowywać maść, i wlewamy do niej olej z rozpuszczonym propolisem przez drobne sitko. Wazelina zacznie się od gorącego oleju rozpuszczać. Jak już wszystko będzie rozpuszczone trzeba delikatnie zamieszać i wstawić do lodówki do schłodzenia. Po schłodzeniu mieszanina nabierze konsystencji stałej i maść gotowa. Przechowywać należy ją w lodówce, gdyż nie zawiera żadnych konserwantów.

Siemię lniane zmielone potrzebne jest do robienia gorących kataplazmów(okładów). Nie należy kupować gotowego siemienia mielonego, gdyż jest całkie lub prawie całkowice pozbawione swoich wartości. Siemię trzeba zmielić samemu np. w młynku do kawy tuż przed przygotowaniem okładu. Trudno określić ilość potrzebnego siemienia, to zależy od wielkości plamy na jaką przeznaczony jest okład. Zagotowujemy w garnuszku trochę wody, wrzucamy zmielone siemię i gotujemy ciągle mieszając ok. 15 min. Wyjdzie coś w rodzaju kisielu, galaretki. Przygotowujemy od razu masę na dwa okłady.
Gorącą masę lnianą (połowę ugotowanej) wykładamy na płócienną (lnianą, bawełnianą) ściereczkę, przykrywamy drugą. Chore miejsce smarujemy grubo maścią propolisową i kładziemy na to gorący okład. Powinien być tak gorący, jaki tylko zdołamy wytrzymać. Przykrywamy wełnianym szalikiem bądź grubym ręcznikiem frotte i trzymamy dopóki okład nie ostygnie czyli jakieś 20 – 30 min. Potem podgrzewamy drugą połowę lnianego „kisielu” i robimy wszystko od nowa. Jest z tym trochę zachodu, ale to działa. Ja to robiłam jakieś dwa tygodnie, może troszkę dłużej i pomogło.
Chciałam jeszcze dodać, że nie jest to mój „wynalazek”. Sposób ten znalazłam na forum portalu http://www.bioslone.pl

Poza stosowaniem powyższej metody zrobiłam jeszcze jedną ważną rzecz, a mianowicie zrezygnowałam z kosmetyków drogeryjnych, pełnych szkodliwej chemii. Do mycia ciała, twarzy i do higieny intymnej zaczęłam używać mydła Alep (Aleppo, z Aleppo) tradycyjnego. Jest to zwykłe mydło pochodzące z Syrii. Produkowane jest prastarą metodą z oliwy z oliwek i oleju laurowego. Są mydła z różną ilością oleju laurowego np. 5%, 25%, 40% i więcej. Dopóki skóra jest w złym stanie dobrze jest używać mydła z większą zawartością lauru, przynajmniej 40%. Gdy stan skóry się poprawi, można stosować te słabsze. Ja tymi mydłami myję się do dziś i chyba już tak zostanie na zawsze. Zamiast balsamów do ciała używam masła karite lub olejów, aktualnie jest to olej kokosowy jadalny.

Przy każdej chorobie skóry warto pokusić się o wyeliminowanie z diety glutenu, a przynajmniej o drastyczne jego ograniczenie.

I jeszcze ciekawostka. Maść i kataplazmy z siemienia stosowałam tylko na jedną, największą plamę, a zagoiły się wszystkie. Nie wiem dlaczego, ale tak było.

To jeszcze nie koniec. Za chwilę napiszę ciąg dalszy.

drobina

9 lat temu

Chyba każda z nas to „przerabiała”. Też nie należę do osób, które z każdą dolegliwością pędzą do lekarza. Często kuruję się sama, ale w granicach rozsądku. Z poważniejszymi problemami zdrowotnymi, lepiej udać się do lekarza. Przyznaję jednak, że niektóre recepty od lekarza, też ladują w moim koszu na śmieci.

Sandra

9 lat temu

O wszystkim Wam napiszę, ale jutro. Jest już bardzo późno i ledwo na oczy patrzę, a sporo jest do pisania. Może być? Nie pogniewacie się?

GloriaVictis

9 lat temu

Mam nadzieję, że zajrzy jeszcze do tego wątku i zdradzi swój sposób a łuszczycę. Bardzo bym chciała go poznać…

mejgosia

9 lat temu

Sandro gratuluję odwagi, ja bym się bała , że moja choroba mnie zabije ! Mam miażdżycę tętnic, nie mam pojęcia jak funkcjonować bez leków! łuszczycy to poważna dolegliwość, jak to możliwe że dokonałaś samoleczenia?

Sandra

9 lat temu

Ja unikam lekarzy jak ognia. Ze swoimi przypadłościami staram się radzić sobie sama. Do lekarza idę dopiero w ostateczności tzn. gdy nie jestem w stanie z czymś sobie poradzić.
Moim największym chyba sukcesem jest samodzielne zwalczenie łuszczycy. Byłam u pani dermatolog z tytułem „doktor nauk medycznych” przed nazwiskiem, ale jak mi przepisała głównie antybiotyki, z zaleceniem aby zużyć, a jak nie pomoże to przyjść po nowy zestaw leków, to po przyjściu do domu receptę wyrzuciłam do kosza i sama się wzięłam za to paskudztwo. Efektem jest zupełnie normalna, zdrowa skóra.

pati25

9 lat temu

Ja w przypadku przeziębieniaa,bólu głowy,gardła leczę się sama śrrodkami dostępnymi w aptecee beez recepty.Biorę zawsze te co zwykle,które wiem że mi pomagają.Mam już w aptece stałego farmaceutę u którego zawsze kupuję i mówię na co chcę dany lek i jaki poleca,jaki jest dobry

danatwa

9 lat temu

Często poznając diagnozę lekarza idę i sprawdzam w komputerze jak to na prawdę wygląda. Czasem doczytam jeszcze wiele potrzebnych informacji.

topik4433

9 lat temu

Ja też staram się na początku kurować domowymi sposobami, ale gdy zawodzą idę do lekarza. Nie ma co ryzykować ze zdrowiem, bo ma się jedno.

Stenka

9 lat temu

Bardzo interesuje mnnie ten temat. Ja szukam sposobów na uprczywą egzemę, nie chce i nie mogę stosować juz sterydów i chetnie bym próbowała coś zastosować. Piję specjalną miesznkę ziołową, szukam jakiś dobryc maści.

Annagata

9 lat temu

Nikt chyba nie lubi biegania do lekarza i stania pod gabinetem w niekończącej się kolejce,więc leczymy się sami.Ja też tak robię,ale tylko w przypadku przeziębienia,stosuję naturalne środki w postaci miodu,czosnku,cebuli,herbatki malinowej itd.Ale kiedy moja „wiedza medyczna”zaczyna szwankować,wtedy uzbrajam się w cierpliwość i idę do lekarza.Nie eksperymentuję na własnym zdrowiu.

Zostaw komentarz