Czy wiesz że...? Zdrowie

Częste mycie skraca życie

czeste-mycie-skraca-zycie

Czy częste mycie rąk jest dobre, czy złe? Ale przecież wokół same bakterie!!! A może to zwykłe natręctwo, nawyk?

Żyjemy w „sterylnym świecie”, coraz częściej boimy się zjeść pomidora z ogródka, nie myjąc go uprzednio, dotykamy klamek w sklepach i czym prędzej biegniemy umyć ręce. Oczywiście, ma to swoje uzasadnienie, ale czy nie popadamy w skrajności? Żeby nie powiedzieć paranoję…

Ten krótki tekst jest odpowiedzią na komentarze, które pojawiły się pod artykułem „Superbakteria – thriller, czy już dramat cz.III”. Bardzo cieszy oko tak żywy odzew na naszą „historię”, w końcu jesteśmy aktorami w tym spektaklu i nie możemy obojętnie przechodzić bokiem koło scen, które się rozgrywają wokół nas każdego dnia.

Smuci jednak powszechny zachwyt nad środkami antybakteryjnymi. Firmy produkujące zachwalają je, gwarantując czyste i pozbawione bakterii dłonie po zastosowaniu ich jakże najlepszego środka. Jak się okazuje, im lepszy i skuteczniejszy środek, tym dla nas… gorzej.

Jeśli pamiętacie, w poprzednich artykułach było napisane, że antybiotyki wyjaławiają nasz organizm z symbiotycznych bakterii, które zapewniają nam ochronę przed drobnoustrojami chorobotwórczymi oraz powodują antybiotykooporność. Częste używanie środków dezynfekcyjnych przynosi niestety bardzo podobne efekty. W pierwszym etapie faktycznie dany specyfik zabija drobnoustroje, przy okazji niszcząc naszą naturalną florę bakteryjną. Następnie, podobnie jak w przypadku antybiotykooporności, bakterie przyzwyczajają się do nowego środowiska i przestają reagować na obecność środka dezynfekcyjnego. Często dezynfekując ręce po zakupach, sami wpędzamy się w ślepą uliczkę, w której czyha cichy zbir, gotowy zaatakować jak tylko poczuje, że środki ochrony osobistej używane do tej pory już na niego nie działają, on też potrafi radzić sobie z przeciwnościami losu. Wtedy niestety dla nas będzie dużym kłopotem, aby takiego „nieproszonego gościa” się pozbyć. Poprzez jednorazowe dezynfekowanie rąk niszczymy mikroorganizmy, jednak w gruncie rzeczy również osłabiamy siebie.

Każdy spostrzegawczy i ciekawy świata człowiek po przebytym zabiegu chirurgicznym z komplikacjami w formie infekcji rany pooperacyjnej zastanawiał się „jak to możliwe?!”. Przecież myłem się, dbałem o higienę, dezynfekowałem ręce itd. Tymczasem w łóżku obok leży sobie bezdomny po takim samym zabiegu operacyjnym i wychodzi ze szpitala bez komplikacji, bez infekcji. Dlaczego tak się dzieje?

Właśnie częste mycie rąk i sterylizacja może być przyczyną takiego zjawiska. Drobnoustroje bytujące na organizmach np. bezdomnych, zaniedbanych ludzi, którzy nie dbają o higienę osobistą, nie korzystają ze środków dezynfekcyjnych, nie znają takich form pozbywania się zakażeń. Ich organizm bardzo szybko w sposób naturalny sam sobie radzi z „intruzami”, a podanie dodatkowo środków bakteriobójczych natychmiast likwiduje zakażenie. Osoby „do przesady” zadbane są w tej niekomfortowej sytuacji, że ich flora bakteryjna przyzwyczaiła się do obecności środków czyszczących i potrzeba „ciężkiej artylerii” aby zwyciężyć bój.

O tym, że zbyt często stosowane środki dezynfekcyjne powodują powstanie oporności drobnoustrojów, wiadomo już od dawna. Dlatego zalecane jest w szpitalach częste zmienianie preparatów bakteriobójczych o zróżnicowanych składach, mechanizmach działania, różnych producentów, aby uniknąć sytuacji, w których bakterie, grzyby i wirusy przyzwyczają się do obecności danego specyfiku i przestają reagować na jego obecność, dowolnie się namnażając i rozprzestrzeniając.

Niech środki dezynfekcyjne pozostaną w szpitalach. Ułatwi to w przyszłości walkę z drobnoustrojami. Do codziennej higieny i mycia rąk w zupełności wystarczy nam zwykłe mydło a poza domem, gdzie nie ma kranu z bieżącą wodą, chusteczki czyszczące, nawilżone – powszechnie dostępne w każdej drogerii. Te środki są w zupełności wystarczające, aby poradzić sobie z codziennymi „małymi problemami”.

Artykuły powiązane:
Historia z superbakteriami – thriller czy już dramat? Cz. III

Maurice

Komentarze (51)

pati25

7 lat temu

Raczej z tymi owocami z targu to ja bym nie dawała do jedzenia bez umycia.Przecież takie owoce są też sprowadzane z innych krajów i aby przetrwały podróż są pryskane jakimiś chemikaliiami.Można zachorować na jakąś paskudną chorobę

filodendron

8 lat temu

Niewątpliwie zbyt częste narażanie swego ciała na chemikalia jest szkodliwe, ponadto organizm się przez to nie uodparnia, w NL lekarze każą matkom uodparniać dzieci.Maluchy ,gdy pada i wieje mają gołe główki i stopy.Na domiar matki dają im nieumyte owoce,prosto ze straganu na targu.Wynik jest taki ,że ja sterylnie wychowana w cieple i czystości -ciągle choruję ,a oni -nie. Nabyli odporności.

karoligrz

9 lat temu

Też jestem tego zdania, że nadmierna troska o własną higienę jest przesadna. Organizm przecież musi się przyzwyczaić do bakterii, które otaczają nas cały czas

basia4ab

9 lat temu

Nadmierna higiena dla organizmu jest też nie wskazana.Sterylne życie jest nie zdrowe.Ja mam znajomą, co je owoce prosto z krzaka, nie przejmuje się że są brudne i jest zdrowa.Mówi do mnie że brudu, też organizm potrzebuje.Chyba coś w tym jest koleżanka nie choruje.

babaryba

9 lat temu

Tak, temat faktycznie wciągnął wiele pań 😉
W artykule i w komentarzach jest mowa o uodparnianiu się drobnoustrojów przez mutacje na specyfiki odkażające do rąk i tak dalej. Byłam kiedyś na wykładzie z biotechnologii i tam pan prowadzący podjął temat wspomnianych już przez kogoś groźnych szczepów szpitalnych i porównał je do bakterii w naszych toaletach. Otóż te bakterie ze szpitala są obecne jak większość drobnoustrojów w niewielkich ilościach praktycznie wszędzie wokół nas. Używanie środków z deklaracją „zabija 99% bakterii” doprowadza właśnie do efektu jaki ma miejsce w szpitalach: przeżywają najsilniejsze, odporne już na niemal wszystkie specyfiki szczepy, a dzięki zabiciu pozostałych żyjątek, czyli ich naturalnych konkurentów mają wolną niszę ekologiczną i rozmnażają się bez ograniczeń. Pan mówił o muszli klozetowej i środkach typu Domestos, ale być może podobnie jest z naszymi dłońmi. Może faktycznie warto pozostać wierną mydłu i wodzie, a darować sobie szczegółową dezynfekcję (o ile nie jest się chirurgiem). Pozostaje tylko pytanie: czym myc toaletę? 😉

basikmac

9 lat temu

U mnie goście bardzo często korzystaja z toalety, bo dużo ich się przewija przez mój dom – hihi. Mam koleżanki, które w tym wieku muszą często korzystać i nawet, gdy są na mieście – a ja mieszkam w centrum – to przychodzą choćby do WC. Ponieważ po przeszczepie nerki higiena powinna być jeszcze większa – zawsze dezynfekuję deskę po gościach – spirytusem salicylowym. Dużo go zużywam 🙂 Niestety od dawna zauwazyłam, że jedna z osób często korzystająca z ubikacji też nie myje rąk, zawsze zostawia deskę otwartą jak spuszcza wodę, a obok wiszą ręczniki, jest półka ze szczoteczkami itp. Nawet kiedyś się odważyłam i prosiłam, by zamykała – nie pamięta. Chyba musze regulamin korzystania z WC rozpisać i powiesić – hehe

mjbz

9 lat temu

Cześć :).Oj gorący, goracy. Ja też ciągle myje ręce bo jak dotykam dokumentów lub innych ludzi to czuje jakby mnie dłonie parzyły, a czasem trafi się wyjatkowy śmierdziel albo brudas, któremu trzeba te ręke podać. Brrr.

Stefan

9 lat temu

Cześć Dziewczyny! 🙂
widzę że gorący temat się zrobił!! można by powiedzieć że pali się w rękach 😀 hehehe 🙂 pora zacząć kolejny dzień ;D

Iva.

9 lat temu

Tak tez robilam, latalam po jego wizytach ze srodkiem odkazajacym od klamki do klamki i staralam sie niczego nie przeoczyc. On wychodzil a ja dezynfekowalam. Smialismy sie z mezem do rozpuku, szczegolnie moj maz, jak mnie widzial z zapalem szukajaca sladow bytowania goscia. Oj, teraz tez sie smieje jak sobie to przypominam, ale wtedy bywalo roznie:)

Iva.

9 lat temu

ell@ te statystyki calkowicie mnie przekonuja. Wynika to z moich obserwacji. Przytocze moze jeden przyklad. Przychodzil kiedys do nas do domu w sprawach zawodowych pewien znajomy mojego meza. Zawsze na koniec wizyty maszerowal do toalety i czasami w trakcie wizyty tez. Gdy juz tam byl, slychac bylo spuszczanie wody natomiast nigdy nie slyszalam aby leciala woda z kranu, ktora to jest niezbedna do umycia rak. Jak juz sie zorientowalam, ze po prostu nie myje tych nieszczesnych rak, nigdy nie podawalam mu reki na dzien dobry i na do widzenia, tylko gdzies „uciekalam”. Normalnie nie moglam jak sobie wyobrazalam, ze trzymal „to” w reku a potem dotykal mojej filizanki, moich klamek, talerzykow. I co ja mialam zrobic? Powiedziec, chlopie zacznij myc rece? Jakos nie mialam odwagi. Nie chcialam go urazic i wychodzilam z zalozenia, ze nie ja jestem od wychowywania tylko jego zona. Czasami i smialam sie i zla bylam, mialam dosc jego wizyt. Na szczescie juz nie przychodzi:))

Iva.

9 lat temu

Linet, Gloria wyjasniam. Myslalam, ze to bylo do mnie bo tylko ja oprocz autora chwalilam sie chusteczkami ;)) Ale i tak uwazam, ze chusteczki, czy to nawilzajace, czy nawilzane nie rozmazuja brudu tylko go wiaza he,ha,hi, i tego sie trzymam;))

Iva.

9 lat temu

AnnoAgato to te Twoje chusteczki dla niemowlat pewnie jeszcze lepsze od tych moich, zwazywszy na to, z czym musza sobie radzic ha,ha:) Jutro sobie takie sprawie.

GloriaVictis

9 lat temu

Ivo wybacz, ale ja słowem nie wspomniałam o chusteczkach do demakijażu, a pisząc o chusteczkach nawilżanych odniosłam się do treści artykułu.

linet

9 lat temu

Iva, ja w kazdym razie nie robiłam aluzji do Ciebie, bo nawet nie miałam czasu przeczytać wcześniej wszystkich komentarzy. Dopiero teraz to zrobiłam. Odnosiłam się do ostatniego akapitu artykułu.
I tak wiem, że należysz do mniejszości „ślicznych higienicznych”:) /nie chodzi mi o mniejszość portalową, tylko taką ogólną, globalną/

ell@

9 lat temu

Ja mam fioła na punkcie dezynfekowania klamek i przełączników do oświetlenia. W domu nie przesadnie, od czasu do czasu – ale w miejscach publicznych staram się nie dotykać gołą ręką obcych klamek 😉
Jeśli nie mogę użyć chusteczki (czasami nie wypada) to pamiętam, by robić to lewą ręką.
Też używam chusteczek odświeżających (Jak Ty Ivo:)).

Słyszałam parę dni temu o statystykach na temat częstotliwości mycia rąk po wyjściu z toalety publicznej. Nie pamiętam dokładnie – czyni (chyba) to ok. 68 % kobiet i poniżej. 30% mężczyzn. Fe.

Annagata

9 lat temu

Iva,ja takie wilgotne chusteczki wożę w samochodzie,z tą różnicą,że są to chusteczki dla niemowląt.Ale tak jak mówisz,nie ma znaczenia,jak zmywają.Ważne,że są,bo w ekstremalnych sytuacjach naprawdę się przydają.A czy rozmazują brud?Nigdy się nad tym nie zastanawiała,ale wydaje mi się,że nie.Wręcz przeciwnie,a na dodatek odświeżają,np.podczas podróży.

Iva.

9 lat temu

Mysle, ze aluzja na temat mycia rak poza domem chusteczkami byla skierowana do mnie wiec odpowiadam. Chcialabym zaznaczyc, ze chusteczki do demakijazu nie sa chusteczkami nawilzajacymi jak probuje sugerowac Gloria i linet, lecz jak sama nazwa wskazuje sa do zmywania makijazu lub wszelkich innych zanieczyszczen bez uzycia wody wlasnie. Sa specjalnie do tego przeznaczone. Nie widze natomiast roznicy czy myje nimi rece czy twarz. Brud to brud. Skora to skora. Chce miec po prostu czyste rece. Nie rozgraniczam metody mycia rak poza domem w ten sposob, ze to na bakterie a to na brud.
Chusteczki ktorych uzywam maja w skladzie plyn micelarny. Micele natomiast radza sobie bez klopotu z usuwaniem wszelkich zanieczyszczen z powierzchni skory bez uzycia wody. Swietnie WIAZA brud. Wrecz rewelacyjnie. Usuwaja nawet wodoodporny makijaz. Nie pozostawiaja tlustej warstwy. Argument, ze ROZMAZA brud i drobnoustroje jest co najmniej dziwny. Idac tym tropem rozumowania mozna rowniez stwierdzic, ze zel zabija bakterie a brud zostaje nienaruszony i rozmazany, bo gdzie sie podzieje? wody przeciez nie uzyto. Uwazam, ze w sytuacji awaryjnej myjemy rece tym co akurat mamy pod reka ( czy to zel, czy chusteczka ) i wybieramy forme mycia takim preparatem, ktory nam odpowiada. Ocena tego, ktora metoda jest lepsza a ktora gorsza mysle, ze jest w tym przypadku zbedna i bezcelowa.

Annagata

9 lat temu

A ja sobie myślę,że we wszystkim trzeba mieć głowę na karku.W artykule mówi się o przesadnym używaniu środków dezynfekcyjnych,ale tak naprawdę nie żyjemy w sterylnych warunkach.Dotykamy różnych rzeczy i przecież za każdym razem nie biegniemy myć rąk.każdy z nas dba o higienę,ale gdy zacznie przeradzać się to w fobię,to już robi się niebezpiecznie.

Emilly27k

9 lat temu

Gloria mam na myśli środowisko,że skraca życie , a nie częste mycie. Częste myci jest powiedziałabym zdrowsze.Ja przestrzegam higieny, ale uważam,że należy znać umiary swojej higieny.

linet

9 lat temu

Summer, to właśnie autor traktuje środki dezynfekujące i antybakteryjne zamiennie.
Ja używam zelu anty- ,a nie lizolu:)

summer

9 lat temu

Linet – nie wiem, czy Twój żel antybakteryjny=środek dezynfekujący. Jeśli tak, to właśnie przed nadużywaniem takich preparatów przestrzega autor artykułu. Chodzi o zabijanie tych bakterii, które z czasem uodparniają się na tego typu środki. Dla mnie jest to zrozumiałe i proste;). Bo wyobraź sobie, że po latach używania środków dezynfekcyjnych masz operację, dezynfekują Ci ranę, a ona mimo tego łapie jakieś zakażenie! Podczas gdy rana jakiegoś – za przeproszeniem – brudasa goi się w takich samych warunkach raz – dwa.

Gloria – chyba nauczyłam się czytać między wierszami Emilly;) i chyba chodzi jej o to, że możemy sobie myć łapki czym chcemy, bo i tak czeka nas zagłada ekologiczna. Jeśli źle zrozumiałam, to mam nadzieję, że się Emilly nie obrazi i wytłumaczy o co chodziło faktycznie 😉

GloriaVictis

9 lat temu

Linet podpisuję się pod Twoimi słowami. Nawilżane chusteczki są dobre do wytarcia dziecku buzi, ale nie do „umycia rąk bez wody”, one tylko rozmażą brud i drobnoustroje, tak jak mydło, którego byśmy nie spłukali. Uważam więc, że antybakteryjne żele są odpowiednią formą higieny rąk w momencie jeśli nie mamy dostępu do wody i mydła. Oczywiście żadna skrajność nie jest dobra, zarówno totalny brak higieny, jak i jej nadmiar, jak we wszystkim trzeba znaleźć złoty środek i zachować umiar.

Zdanie „Właśnie częste mycie rąk i sterylizacja może być przyczyną takiego zjawiska.”
moim zdaniem jest kompletną bzdurą i dobitnie świadczy o tym, że autor nie do końca rozumie znaczenie słowa „sterylizacja” i najprawdopodobniej w jego rozumieniu można go użyć zamiennie do słowa „dezynfekcja”.
Nic bardziej mylnego- sterylizacja jest to zniszczenie wszystkich, zarówno wegetatywnych, jak i przetrwalnikowych form mikroorganizmów, więc nie ma co się uodpornić!!! Ponieważ jak wskazuje nazwa coś wysterylizowanego jest sterylne (jałowe), a więc pozbawione jakichkolwiek form drobnoustrojów.

Co innego dezynfekcja, która jest jedynie postępowaniem mającym na celu maksymalne zmniejszenie liczby drobnoustrojów. Niszczy formy wegetatywne mikroorganizmów, ale nie zawsze usuwa formy przetrwalnikowe. Zdezynfekowany materiał nie musi być jałowy i tu pojawia się ryzyko uodpornienia mikroorganizmów na środek dezynfekcyjny.

Mycie natomiast nie ma nic wspólnego z dezynfekcją, a już tym bardziej ze sterylizacją.

linet

9 lat temu

Wg mnie artykuł wyolbrzymia kwestię stosowania preparatów dezynfekujących, tak jakby były one używane w warunkach pozaszpitalnych nagminnie i przez to zagrażały światu wizją uodpornionych na ich działanie zarazków.
Środków antybakteryjnych nikt raczej nie uzywa maniakalnie /nie licząc może cierpiących na jakies fobie/ ,tylko sporadycznie, w sytuacjach tego wymagających np. w podróży, przed jedzeniem, gdy nie ma możliwości skorzystania z wody i mydła, po wyjsciu z toalety. I dla takich okazji noszę przy sobie żel antybakteryjny. Nie wiem ,jaka jest jego skuteczność, ale mam nadzieję, że znacznie większa niż chusteczek nawilżających, po użyciu których brud na dłoniach tylko się rozmazuje.

Emilly27k

9 lat temu

Moim zdaniem dobrze,że mamy w gronie Stefana. Teraz zwrócę się lekko tematu artykułu.
Często słyszę ten team, ale uważam ,że niekoniecznie tak musi być,że od częstego mycia
nasze życie się skraca.To w jakim środowisku żyjemy przedstawia nam niestety świat skrócony.

summer

9 lat temu

Też stanę po stronie Stefana;) Artykuł powstał w odpowiedzi – jak pisze autor – na komentarze promujące higienę, pod artykułem o niszczącym działaniu antybiotyków, które zabijają WSZYSTKIE bakterie, a nie tylko te, które wywołały chorobę leczoną tymże „lekiem”. Autor porównał tu działanie środków dezynfekcyjnych do działania antybiotyków właśnie! Cytat: „W pierwszym etapie faktycznie dany specyfik zabija drobnoustroje, przy okazji niszcząc naszą naturalną florę bakteryjną. Następnie, podobnie jak w przypadku antybiotykooporności, bakterie przyzwyczajają się do nowego środowiska i przestają reagować na obecność środka dezynfekcyjnego”.
Z pewnością nie chodziło więc o namawianie do niemycia się;), tylko o zachowanie umiaru poprzez nie stosowanie środków dezynfekcyjnych NA CO DZIEŃ!
Niemniej podyskutować luźno na temat:” myć albo nie myć” też można:)

Iva.

9 lat temu

Esme, mysle ze tez nieuwaznie przeczytalas, ale z kolei komentarze, bo wbrew temu co piszesz, to nie jeden facet sie odwazyl pisac o tym – co wedlug Ciebie – niektore nie maja odwagi powiedziec, zeby nie urazic kolezanek. O jaka odwage chodzi?.

mjbz

9 lat temu

uderz w stół a nożyce sie odezwą haha, no to się odezwałam ;), obiecuję przeczytać wszystko dokładnie bo szczerze mówiąc …macie racje.

esme

9 lat temu

Hihi widać że pojawił się facet i wreszcie mówi to co niektóre z nas pewnie myślą, ale nie maja odwagi powiedzieć żeby nie urazić koleżanek, a wystarczy uważnie przeczytać tekst żeby zauważyć, że jest on przeciwny środkom dezynfekującym do codziennego użycia i promuje w tym celu zwykłe mydło a nie że w ogóle odradza mycie. No kobietki, to nie średniowiecze 🙂

Stefan

9 lat temu

A ja myślę, że niektóre osoby komentujące nie czytają ze zrozumieniem, i o zupełnie coś innego chodziło autorowi. Mam syna pielęgniarza, który mi tłumaczył to kiedyś. I mówił mi coś abrdzo podobnego co tutaj w artykule, dlatego w większości się zgadzam z nim, chociaż faktycznie przykład bezdomnego mógł by być innym przykłądem.
Jednak w odniesieniu do komentarzy po wymienionym artykule w tekście odnoszę wrażenie że chodzi o korzystanie z płynów dezynfekcyjnych a nie mydła. Nikt przecież, nie broni myć rąk ludziom. Chodzi o nadużywanie płynów dezynfekcyjnych po każdym kontakcie z klamką tak jak to niektóre osoby pisały. Ja przynajmniej tak rozumiem to.

Iva.

9 lat temu

Mysle, ze lekarze ktorzy maja na co dzien do czynienia z takimi „zachowawczymi” pacjentami nigdy nie powiedza, ze „czeste mycie skraca zycie”.

GloriaVictis

9 lat temu

To co powiecie na anegdotę opowiadaną przez dermatologów, podobno prawdziwa (słyszałam z kilku niezależnych źródeł). Przychodzi pacjent na badanie bo coś mu się zrobiło na nodze. Zdjął buty, skarpetki, podwinął nogawkę., lekarz mówi -Drugą poproszę, muszę porównać. -Panie doktorze, ale druga nie jest przygotowana do badania!

Iva.

9 lat temu

Ja osobiscie nie boje sie zjesc „brudnego” pomidora, agrestu, porzeczki z krzaczka ( jako dziecko u babci zawsze tak robilam i nic mi nie bylo) o ile jest to wlasnie krzaczek a nie np. pomidor z bazarku, ktory jest macany przez wszystkich. Jak wiadomo bakterie chorobotworcze nie fruwaja w powietrzu, one sa wlasnie przenoszone na dloniach, sprzetach, klamkach itp.
Odnoszac sie do bezdomnych, ktorzy z racji swojego „stylu” zycia sa na bakier z higiena, to przytocze tu przyklad lekarza ( kazdy chyba o tym slyszal ), ktory odmowil zrobienia badania mowiac delikatnie „nieswiezemu” pacjentowi, ktory to pacjent po prostu smierdzial. Problem nie mycia sie pacjetow to juz jednak odrebny temat.

linet

9 lat temu

Mam wrażenie, jakby Kochana Redakcja zrobiła zwrot i chciała nam teraz dac za przykład bezdomnych i innych niedbających o higienę:) Oczywiście rozumiem, ze to tylko druga strona tego samego kontrowersyjnego problemu, ale chyba tym razem zbyt zdemonizowana.
Pomimo pewnych racji, ja jednak skłaniam sie ku higienie, traktowanej bez histerii, ale z rozwagą i odpowiedzialnością.
Nie sądzę, żeby paranoją było dbanie o czystość rąk, szczególnie przed jedzeniem i po kontakcie z różnymi przedmiotami poza domem. A posłużenie się w takiej sytuacji środkiem antybakteryjnym, nie jest chyba zamachem na naszą florę. Nie zniszczymy jej w ten sposób tak skutecznie i trwale, żeby stac sie bezbronnymi przed atakiem drobnoustrojów. Przecież tu nie chodzi o odkażanie wszystkiego wokół, tylko o najprostszy zabieg higieniczny, który ma nam zapewnić minimum korzyści i bezpieczeństwa dla zdrowia. Ale też komfortu, że nasze dłonie nie są ciężkie od brudu. No, chyba że ktoś nie potrzebuje takiego komfortu.

Iva.

9 lat temu

Mysle, ze celem artykulu nie jest absolutnie negowanie nawyku mycia rak. Bo mycie rak przed jedzeniem i nie tylko to podstawa i koniecznosc. To jakies nieporozumienie i chodzi mysle o cos innego a mianowicie o naduzywanie srodkow antybakteryjnych i odkazajacych. Ja to w kazdym razie tak odbieram.

Szczerze powiedziawszy, gdzies kiedys przeczytalam artykul mowiacy o tym, ze te wszystkie zele antybakteryjne dostepne w drogeriach, aptekach to tak naprawde powinno sie stosowac dopiero po uprzednim umyciu rak mydlem i woda. Nie pamietam natomiast jaka byla argumentacja tamtego tekstu. A tak na marginesie to wysyp tych wszystkich zeli antybakteryjnych mial chyba poczatek po „aferze” ze swinska grypa, jak dobrze pamietam, bo na wielu tego typu preparatach widnial napis, ze chroni przed wirusem swinskiej grypy. Wtedy byl to taki chwyt marketingowy bo kazdy bal sie tego wirusa i firmy dobrze to wykorzystaly. Paniki juz nie ma, zel pozostal. Ja sama uzywam innych srodkow do odswiezania rak poza domem ( chusteczek do demakijazu, ktore zawsze mam w torebce ). Gdybym natomiast miala w torebce taki zel, na pewno tez bym go uzyla bez zastanowienia. Po prostu nie myslalam takimi kategoriami jakie sa zawarte w artykule, ale przyznam, troche racji w tym jest, moze nawet wiecej niz troche.
Swietnym przykladem calego zagadnienia moga byc szpitale, maja tam rygory sanitarne, odkazaja, sprzataja, robia niby wszystko aby bylo sterylnie a niestety nie jest. Szpitale to wedlug mnie najbardziej niebezpieczne miejsca jesli chodzi o bakterie chorobotworcze. Znane sa przeciez ogolnie szczepy szpitalne, ktore sa charakterystyczne tylko dla takich miejsc i to wlasnie w szpitalach dochodzi do bardzo groznych zakazen, niejednokrotnie zagrazajacych zyciu i bardzo ciezkich do wyleczenia. Mozna tu posluzyc sie przykladem stacji dializ. Tam to dopiero jest rezim saniterny ale pomimo takiego rezimu, zakazenia wtorne maja tam miejsce caly czas i to takimi szczepami, ktorymi jest chyba niemozliwe zarazic sie poza szpitalem. Dlatego sama uwazam, ze w artykule zawartych jest sporo racji, musze to przyznac. Z drugiej jednak strony mysle, ze jak zawsze we wszystkim, nalezy zachowac umiar i nie popadac w skrajnosci czy to w jedna czy w druga strone.

mjbz

9 lat temu

Wspominajac moje dzieciństwo, powinnam być jedną wielką chorobą i zakażeniem a jestem zdrowa i odporna na niejedno. Byle zimne lody nie powodują u mnie anginy ani zjedzenie truskawki z krzaczka mnie nie zabija. Co myśmy wyprawiali na podwórku kiedyś? jedliśmy co tylko się do tego nadawało a nikt wczesniej nie zasuwał umyć rączki. W zimie wracaliśmy w zamarzniętych spodniach i mokrych kurtkach do domu. Nikt nie biegał za nami z szaliczkiem.Dziś w największy upał upajam się lodowatymi napojami i lodami…dla ochłody…mniam.

summer

9 lat temu

Bardzo dobry artykuł i temat bardzo mi bliski! Alergolog, u której leczę dziecko zawsze powtarza, że te wszystkie alergie a także różne choroby, to wynik nadmiaru higieny. Faktycznie dawniej nie było tylu alergików!
Mojego syna w zeszłym roku męczyły jakieś natręctwa: mycie rąk po każdej czynności, unikanie publicznych toalet, wychodzenie na dwór tylko po nałożeniu grubej warstwy filtra, czapki i okularów i nigdy w południe……. Jak na 11-latka to trochę dziwne, prawda? Częściowo była to moja „zasługa”, ale w sumie nie naciskałam, to był jego wybór. Teraz jakoś się zmienił i jestem spokojniejsza. Nieraz nie chce mu się umyć rąk przed obiadem „bo przecież będzie jadł widelcem”;). Dodam, że nie zauważyłam, żeby częściej chorował odkąd zmniejszyła mu się chęć na mycie!

Może troszkę odejdę od tematu, ale chciałam się jeszcze podzielić opinią znajomego lekarza o wciąż nowych chorobach, zwłaszcza zakaźnych. Twierdzi on, że jest to wynik stosowania szczepień ochronnych na znane już choroby zakaźne (które zresztą nie są bardzo niebezpieczne dla człowieka, a przebycie świnki czy różyczki uodparnia organizm na te wirusy do końca życia, podobnie, jak szczepionka). Powstają przez to ciągle nowe mutacje, nowe szczepy bakterii atakują człowieka – i tu powstaje błędne koło, bo trzeba szukać leków na nowe, nieznane dotąd choroby i nowe szczepionki, żeby im zapobiec!

pati25

9 lat temu

Nie wyobrażam sobie życia bez mycia.Szoruję ręce zawsze po zrobieniu czegoś.Nawet po przyjściu czy to ze sklepu,z kościoła.Przecież tyle bkterii jest wszędzie.A pójście spac bez dokładnego umycia całego ciała…NIE!

ell@

9 lat temu

Pamiętam, jak moja babcia myła ciało, buzię, włosy w szarym mydle – a i do prania używała tego samego mydła startego na „pazurki”. Włosy jej lśniły, nie miała żadnej alergii i do dziś (jak na swój piękny wiek) jest w dobrej formie.

Zostaw komentarz