Kobieta w rodzinie Psychologia

Syndrom opuszczonego gniazda

syndrom-opuszczonego-gniazda

Prawie każda kobieta zbliżająca się do pięćdziesiątki spotyka się z dwoma pojęciami, które budzą w niej niepokój. Są to menopauza i syndrom opuszczonego gniazda. Te dwa pojęcia nierozerwalnie związane z drugą połową życia mają różny charakter.

Menopauza jest zjawiskiem fizjologicznym, a syndrom opuszczonego gniazda to zjawisko społeczno-psychologiczne, które mityczną moc zawdzięcza powszechnemu poglądowi, że sens życia kobiety to posiadanie i wychowywanie dzieci.

Dorosłość dzieci i ich odejście budzi więc obawy kobiet, że ich życie przestanie być komukolwiek potrzebne. Z czasem przekonują się, że troska o dzieci nigdy się nie kończy; nawet wówczas, gdy osiągną one samodzielność. Ustają jednak codzienne obowiązki związane z obsługą i wychowaniem. Trudno jednak spotkać kobiety, które narzekają na nadmiar czasu i brak zajęcia. Większość natychmiast zagospodarowuje wolny czas.

Jedne włączają się w nurt wychowywania wnucząt, inne realizują odkładane na później swoje pasje. Co więc decyduje o tym, że niektóre kobiety są bardziej podatne na depresję związaną z syndromem pustego gniazda? Joan Borysenko, autorka książki Księga życia kobiety wyróżniła trzy wspólne cechy kobiet przeżywających opuszczenie przez dzieci domu. Przede wszystkim definiowały one siebie jako matki, które satysfakcję czerpią z wychowywania swoich dzieci.

www.psychospace.pl

Prawie każda kobieta zbliżająca się do pięćdziesiątki spotyka się z dwoma pojęciami, które budzą w niej niepokój. Są to menopauza i syndrom opuszczonego gniazda. Te dwa pojęcia nierozerwalnie związane z drugą połową życia mają różny charakter.

Po drugie angażowały się w ich naukę, spotkania towarzyskie, zajęcia pozalekcyjne. Sprawy świata zewnętrznego nie budziły w nich zainteresowania. Po trzecie stosunki z mężami nie układały się, ponieważ wychowywanie dzieci było jedynym obszarem ich aktywności. Gdy dzieci podziękowały już za opiekę i wyszły z domu, spostrzegały, że bliskość z człowiekiem, z którym przeżyły dotychczasowe życie gdzieś prysła.

Betty Friedan w swojej książce The Fountain of Age powołuje się na badanie kobiet borykających się z syndromem pustego gniazda, w którym podzielone one zostały na dwie grupy: statyczną i ekspansywną. Kobiety z grupy „ekspansywnej” na ogół są bardziej zadowolone ze swojego życia. Uważają, że na tym etapie jak nigdy dotąd doświadczają wolności i mają szansę uczestniczenia w społecznych zmianach.

www.psychospace.pl

Prawie każda kobieta zbliżająca się do pięćdziesiątki spotyka się z dwoma pojęciami, które budzą w niej niepokój. Są to menopauza i syndrom opuszczonego gniazda. Te dwa pojęcia nierozerwalnie związane z drugą połową życia mają różny charakter.

Ich aktywność na polu społecznym pozwala im wyjść poza rolę matki, babci, gospodyni domowej, co wzmacnia ich poczucie własnej wartości i sprzyja utrzymaniu kondycji fizycznej. Przeciwdziała izolacji społecznej. Jak wynika z tych badań kobiety aktywne, udzielające się społecznie, znajdujące sens swojego życia w angażowaniu się w sprawy dotyczące większej rodziny, jaką jest ludzkość są bardziej szczęśliwe i cieszą się dobrym zdrowiem.

Jak więc poradzić sobie z poczuciem bycia niepotrzebnym, które pojawia się na etapie samodzielności naszych dzieci? Trzeba podjąć walkę z zakodowanym przekonaniem, że stworzone zostałyśmy tylko po to, by rodzić i wychowywać dzieci. Dostrzec, co możemy wnieść w rozwój ludzkości. Mamy bowiem wielki potencjał zwielokrotniony poprzez doświadczenia w roli matki i głowy domu. Możemy go wykorzystać i zobaczyć siebie w społecznym świetle.

www.psychospace.pl

Komentarze (9)

mjbz

7 lat temu

Przez wiele lat życie podporzadkowane jest dziecku. Cieszyć się należy więc, że ptaszek wyfruwa i odzyskuje się (nareszcie!) własne życie. Nie wszyscy potrafią. Nie potrafią też „mieć” własnego życia i zyją życiem dzieci więc jesli ich brakuje, nie wiedzą co zrobić ze soba i z czasem. Szkoda, bo życie jest takie fascynujące i tyle jest rzeczy i spraw, którymi można się zająć, wystarczy uruchomić intelekt i wyobraźnię.

pati25

7 lat temu

Mnie ten syndrom opuszczonego gniazda nie spotka.Domyślam się co taka kobieta czuje w momencie gdy jej dziecko opuszcza dom rodzinny.Jak to przeżywa.Mój brat z bratową i maleńkim dzieckiem mieszkali parę miesięcy u nas.Jak się wyprowadzali to było dziwne.Taka pustka po ich odejściu.Mama to przeżywała bardzo.Na szczęście oni mieszkają w tym samym mieście i w każdej chwili można do nich pójść

hallina

8 lat temu

U mnie to się rozłożyło w czasie-bo róznica wieku między synami jest ponad 5 lat.Jeden wyfrunął,a drugi wciąż z nami mieszka.Niemniej jestem już chyba mentalnie przygotowana/tak mi się wydaje/Mam mnóstwo zajęc,jestem wciąż aktywna,pielęgnuję swoje hoobby,chodzę z mężem na zajęcia taneczne,spotykam się z koleżankami-jak na razie to raczej wciąż brakuje mi czasu

babka

8 lat temu

Jestem bardzo zapracowaną kobietą ale zorganizowaną. W październiku młodsza córka wyjechała na studia i nagle świat się rozregulował. Nie przypuszczałam, że bedę tak „rozbita” i niezorganizowana po jej wyjeździe. Teraz już się przyzwyczaiłam ale sama byłam zdziwiona, że tak zareagowałam na tą sytuację. Kiedy starsza córka wyjechała jakoś mniej to odczułam. Na pewno przez to, że w domu jeszcze została młodsza.
Teraz zawiaduje nimi przez telefon ha, ha 🙂

możefajna

8 lat temu

A ja, nie mogę się doczekać, kiedy moje < pisklę > rozpostrze skrzydła….
i poleci…. tylko, że to < ptaszysko >… wcale się nie kwapi… A gdzie
Mu będzie lepiej ???? Bo < nie ma jak u mamy.... >….

drobina

8 lat temu

Jeszcze kilka lat temu myślałam, że też będę jedną z tych kobiet, które dopadnie syndrom opuszczonego gniazda. Teraz myślę, że raczej mi to nie grozi. Do „pionu” postawiła mnie moja najmłodsza córka. Kiedyś, gdy była jeszcze w szkole średniej, a ja po raz „tysięczny” pytałam czy, na pewno wszystko zapakowała do szkoły, córka powiedziała: „mamuś, idź za mnie do szkoły”. Wtedy zrozumiałam, że moje dzieci są już dorosłe i naprawdę sobie doskonale radzą. Trzy lata temu najstarsza córka wyszła za mąż, mieszka w tym samym mieście, a ja przeszłam to bezboleśnie. Syn pracuje dosyć daleko od domu, wraca późno i pewnie też niedługo wyfrunie na swoje. Najmłodsza wyjechała na studia i w domu jest rzadkim gościem. Pewnie, że tęsknię za dziećmi, ale to właśnie one mi doradziły, żebym wreszcie pomyślała o sobie. Więc myślę. Żyję teraz w ciągłym biegu, jestem zajęta nowymi sprawami, a moje dzieci cieszą się z tego i wiedzą, że w każdej chwili mogą na mnie liczyć. Sami też lubią sprawiać mi miłe niespodzianki.
Myślę, że kiedyś zostanę babcią, zwariowaną na punkcie wnuków.
Filo: rozumię Twoje rozterki i obawy o przyszłość syna. Też kiedyś miałam takie myśli. Moja koleżanka, której dzieci już „wyfrunęły” z domu, zawsze mi powtarza: „pamiętaj, my wychowujemy dzieci, ale nie dla siebie, tylko dla innych. Wychowajmy więc je tak, żeby nikt nigdy przez nie nie płakał”.
Taka jest kolej rzeczy i musimy się z tym pogodzić.

filodendron

8 lat temu

Bardzo się tego boję, że gdy syn się ożeni ,odejdzie z domu.On jest moim ukochanym dzieckiem, oczywiście chciałabym, żeby sobie dobrze ułożył życie.Wiem jednak, że gdy odejdzie z domu będę bardzo cierpieć.Też nie wiadomo na jaką dziewczynę trafi -może dobrą, a może złą.Dopiero się zaczną zmartwienia i nerwy -ciąże porody, choroby dzieci,,aż boję się o tym myśleć.Oby wszystko było dobrze i oto proszę Boga.

Annagata

8 lat temu

Nie mam dzieci i nie będę ich miała,więc może nie powinnam wypowiadać się na ten temat,ale nasunęła mi się pewna myśl.Mam troje rodzeństwa bardzo dużo młodszego.Z dwójką utrzymuję sporadyczny kontakt,ale z jedna siostra jestem bardzo mocno związana.jak się dobrze przyjrzeć,to jest to moja wierna kopia,tylko dwadzieścia lat młodsza.I w zasadzie syndrom opuszczonego gniazda nie powinien mnie dotyczyć,bo nie mieszkamy z siostrą razem,ale kiedy zaczęła układać sobie życie,to zrobiło mi się bardzo dziwnie.Nie odczuwałam tego tak mocno,gdy żył nasz tato,który był bardzo silnym spoiwem między nami.Ale apogeum wszystkiego przyszło wtedy,gdy okazało się,że siostra jest w ciąży.Dopadła mnie taka dziwna myśl,że ją stracę.Bo wiadomo-rodzina-dziecko-to najważniejsze,a ja jestem tylko siostrą.Musiało upłynąć sporo czasu,zanim to zaakceptowałam.Te dziewięć miesięcy ciąży były chyba bardziej mnie potrzebne niż jej.Może ta duża różnica wieku tak na mnie działa,zważywszy,że siostra właściwie traktuje mnie jak matkę (mamy różne matki). We wszystkim się radzi,często prosi o pomoc w podjęciu jakiejś trudnej decyzji.
Tak sobie myślę,że życie dziwnie układa nasz los…

mejgosia

8 lat temu

Ja sobie ułożyłam to wszystko tak, że ten syndrom troche później mnie dopadnie! Otóż będąc 20 latka urodziłam troje dzieci, a po 12 latach jeszcze dwojkę! No i jak starszyzna powoli opuszcza gniazdo, to mam jeszcze maluszki, czyli gimnazjalistów! I czuje sie potrzebna, a jak te mluszki dorosna, to będę tak zmęczona,że będę rada iż zostal mi tylko mąż do opieki! hihihi!

Zostaw komentarz