Miłość i związki

Filofobia, czyli lęk, który zatruwa życie

filofobia

Mogłoby się wydawać, że każdy chce kochać i być kochanym. Niestety, to nie do końca prawda, bo pośród nas żyją ludzie, którzy boją się emocji. Mam koleżankę, która boi się grzybów. To akurat jest całkowicie niegroźna przypadłość. Ona po prostu tych grzybów nie je, nie dotyka ich w supermarkecie i żyje całkowicie normalnie. Strach przed grzybami bowiem nie rzutuje na naszą codzienność. Na dobrą sprawę nie pozbawia nas niczego cennego. Co innego lęk przed miłością. Filofobia to nie fanaberia, lecz pewna przypadłość, z którą można i należy walczyć.

Skąd się bierze strach przed miłością?

Filofobia to strach przed miłością, przypadłość ta na ogół dotyka osoby, które mają za sobą trudne doświadczenia. Przeżyły rozwód rodziców i pomimo upływu lat czują się porzucone przez jednego z rodziców. Z filofobią borykają się też ludzie, którzy wyrastali w chłodnych domach, gdzie nie okazywano uczuć. Jeśli ktoś czuje się niekochany przez matkę i ojca, to nic dziwnego, że nie wierzy, że ktokolwiek mógłby go pokochać. Tacy ludzie czują się bezwartościowi. Skoro najbliżsi nie potrafili ich pokochać, to jaka jest szansa na to, że uczuciem obdarzy ich ktoś obcy? Tacy ludzie, choćby bardzo kochali, zrobią wszystko, by pokazać, że do drugiej strony nic nie czują, a cała znajomość była totalną pomyłką. Wolą wyjść na zaliczaczy, osoby bawiące się ludzkimi emocjami, niż po prostu powiedzieć: boję się zakochać, bo jak pokażę ci, że jesteś dla mnie ważna, to stanę się całkowicie bezbronny. Będziesz mogła mnie dotkliwie zranić, odrzucić, manipulować moim zachowaniem.

Filofobia może mieć też swoją podłoże w nieszczęśliwej, pierwszej miłości. Jeśli wybranka okazała się okrutna, chamska, złośliwa i zabawiła się uczuciami drugiej strony, po czym ją porzuciła, to trudno uwierzyć w happy end. Wszystkie kobiety jawią się jako potencjalne modliszki, którym nie wiadomo, o co chodzi, ale na pewno o nic dobrego.

Nie jestem twoją matką i naprawdę cię kocham

Wydawałoby się, że wystarczy drugą osobę zapewnić o sile i prawdziwości swoich uczuć. W końcu nie jesteśmy matką tego faceta, nie ponosisz winy za jej błędy. Tymczasem on tego nie rozumie. W jego umyśle zachodzi bowiem mechanizm obronny. On wypiera wszelkie pozytywne emocje wysłane pod jego adresem, Bardzo często uważa, że kobieta chce od niego wszystkiego tylko nie prawdziwego uczucia. Jest zainteresowana seksem, dobrą zabawą, ewentualnie miłość do niego traktuje jak chwilowy kaprys. Za chwilę i tak się rozmyśli, zobaczy jego wady i po prostu go zostawi. Na nic zdadzą się tłumaczenia, że nie należysz do osób szybko zmieniających zdanie, że widzisz w nim zarówno zalety, jak i wady. On uważa się za osobę mało wartościową, nieciekawą, niepasującą do takiej osoby jak ty. Na dodatek nie wierzy, że ktokolwiek mógłby go pokochać, nawet własna matka.

Widzę w tobie dobre cechy

Chciałabyś wzmocnić jego pewność siebie, wymieniając dobre cechy, które w nim dostrzegasz. Niestety, on nadal pozostaje niewzruszony na twoje starania. Nie wierzy w żadne twoje słowo. Ewentualnie uważa, że jego wady, które ujawnią się w związku, całkowicie przyćmią jego zalety. On nawet nie chce pozwolić ci poznać się z drugiej strony i poddać się rzetelnej ocenie. Z góry zakłada, że okaże się tak straszny, że uciekniesz od niego, zostawiając go ze złamanym sercem.

Nie jesteś moją zabawką

Możesz zapewniać go o tym, że nigdy nie traktowałaś go jako chwilowego kaprysu, odskoczni od codzienności. Jego wiek, wykształcenie itp. nie mają dla ciebie żadnego znaczenia. Mimo to on dalej będzie tkwił w przekonaniu, że szybko się nim znudzisz i odejdziesz do mężczyzny, który jest od niego lepszy, bogatszy, lepiej postawiony.

Nie jestem dość dobry

Mężczyźni, którzy cierpią na fiolofobię, często uważają, że nie są dość dobrzy dla swoich kobiet. Nie potrafią wyrażać uczuć, okazywać czułości i zaangażowania, przez co panie szybko znajdą sobie kogoś innego. W tym momencie z faceta, który cierpi na filofobię, wychodzą jego kompleksy, a właściwie cała masa kompleksów. Nie jestem dość dobry w łóżku, nie mam super pracy, nie stać mnie na domek z ogródkiem, nie jestem zbyt romantyczny.

Nie potrafię cię pokochać

Tak wydaje się wielu osobom, które cierpią na filofobię. Tymczasem jeśli pozwoliłyby one sobie na chwilę słabości, dały dojść do głosu skrywanym uczuciom, mogłyby odkryć, że ta miłość już w nich jest. Tylko od nich zależy, czy dadzą jej szansę i pozwolą się rozwinąć się w coś więcej. Niektórzy ludzie mają problem z wyrażaniem uczuć, co nie oznacza, że mają z nich całkowicie rezygnować. Zadaj sobie pytanie, czy chcesz być szczęśliwy, zaznać w życiu miłości. Jeśli tak, to musisz się na nią otworzyć. Owszem, ryzyko zranienia istnieje, ale gorsza jest perspektywa, że w życiu ominie nas coś cennego i niezwykłego. Złamane serce zawsze można wyleczyć, ale zamrożone utrudnia nam normalne życie. Jeśli już wiesz, że kochasz drugą osobę i nie potrafisz bez niej żyć, musisz spróbować się wyrażać to, co czujesz. Możesz powiedzieć jej, że masz z tym problem. Ona chętnie pokaże ci, jak chce, żebyś okazywał jej emocje. Z czasem ich wyrażanie stanie się dla ciebie czymś tak naturalnym jak oddychanie.

Nie dam ci tego, na co zasługujesz

Filofob, gdy w końcu naprawdę się zakocha, wpada w kolejną zasadzkę. Miłość sprawia, że chcemy uchylić nieba drugiej osobie. Nic więc dziwnego, że jeśli nasze zachowanie do tej pory było dość kulawe, nie potrafiliśmy wyrażać uczuć, to boimy się, że zamiast uszczęśliwić ukochaną osobę, to tylko ją skrzywdzimy. Warto jednak szczerze porozmawiać z drugą osobą, ustalić, co dla niej jest najważniejsze w związku. Jeśli się kogoś naprawdę kocha, to można pozbyć się pewnych złych nawyków i nauczyć się krok po kroku wyrażać miłość za pomocą drobnych gestów.

Nie chcę cię skrzywdzić/ chcę cię ochronić przed sobą samym

Osoby cierpiące na filofobię doskonale zdają sobie sprawę, jak problematyczna bywa ich przypadłość. Wiedzą, że reagują paniką na każdy przejaw bliskości i mogą w ten sposób zranić drugą osobę. Tymczasem praca nad własną samooceną i uświadomienie sobie problemu oraz głośne postanowienie: nie chcę więcej tak żyć, chcę się zmienić i mogę to zrobić, gdy tylko podejmę taką decyzję, potrafi zdziałać cuda. Klucz do sukcesu stanowi dostrzeżenie problemu i mocne postanowienie poprawy.

Ten związek i tak nie wypali

Nie ma nic gorszego niż uprawianie czarnowidztwa już na samym początku znajomości. Nikt nie obieca nam i nie zagwarantuje, że związek okaże się wyłącznie źródłem pozytywnych emocji. Niemniej nie można już na starcie zakładać, że to będzie jeden wielki niewypał i źródło cierpienia. Różnice, które pojawiają się między dwojgiem dorosłych ludzi, nie zawsze stanowią przeszkodę na drodze ku wspólnemu szczęściu. Często po prostu występują i nijak nie rzutują na jakość wspólnego życia, wiele z nich można pokonać, pójść na kompromis etc. Mamy też dobrą wiadomość. Nie jesteśmy zdani na przypadek. To, czy związek wypali, zależy tak naprawdę od nas samych i naszych starań. Zamiast więc narzekać na zły los, lepiej po prostu postarajmy się być dla drugiej strony najlepszą wersją samych siebie.

Problemy z nazywaniem uczuć

Osoba, która cierpi na filofobię, często tak silnie odgradza się od uczuć, że rzeczywiście wydaje jej się, że nic nie czuje do drugiego człowieka. Tymczasem to, co możemy świadomie w sobie tłumić, wychodzi w naszej podświadomości. Możemy udawać, że nie kochamy drugiej osoby, jesteśmy niezdolni do miłości, tak naprawdę w ogóle jej nie potrzebujemy, jednak mimochodem wysyłamy do niej wiadomość, szukamy z nią kontaktu i czekamy na to, aż się odezwie, by później wysłać ją do diabła. To typowe zachowanie dla filofobii, z jednej strony tęsknimy za miłością i bliskością drugiej osoby, z drugiej bronimy się przed uczuciem i odpychamy je od siebie. A gdy czujemy się, że nasza miłość ma szanse zostać odwzajemniona, dopada nas taka panika, że postępujemy irracjonalnie. Zaprzeczamy swoim uczuciom, udajemy niezainteresowanych bliższą relacją. Istotnie wiele osób dotkniętych filofobią nie potrafi nazywać tego, co czuje. Nie wie, czy to miłość, pożądanie czy jeszcze coś innego. Nie wie, bo nikt ich nie nauczył rozmawiać o emocjach i rozpoznawać stany uczuciowe. Warto jednak zaryzykować, otworzyć swoje serce na wszystkie emocje. Owszem, w ten sposób ryzykujemy zranienie, ale też zyskujemy szansę na przeżycie czegoś pięknego. W końcu miłość stanowi sól życia. Gdy za kimś tęsknimy, podświadomie dążymy do kontaktu z drugą osobą lub chociaż czekamy na znak zainteresowania z jej strony, podczas wspólnych chwil czujemy, że zaczynamy się do niej zbliżać i uzależniać od jej towarzystwa, to znak, że nie drugi człowiek nie jest nam całkowicie obojętny. Możemy mu dawkować czułości, unikać kolejnej wspólnej nocy, zaprzeczać zaangażowaniu emocjonalnemu, traktować wspólnie spędzony czas jako błąd, który nigdy nie powinien mieć miejsca. Niemniej koniec końców przed miłością i tak nie uciekniemy. Uczucie, które zakiełkowało w naszym sercu, pomimo postawienia wysokiego muru i zasieków, w końcu nas dosięgnie. Życie stanie się nudniejsze, bezbarwne i koszmarnie puste. Nie zapełnimy go wódką, imprezami do białego rana, jednonocnymi przygodami. Przed miłością możemy bronić się na poziomie naszej świadomości, tymczasem miłość to chemia, niewiarygodne przyciąganie, coś, na co tak naprawdę nie mamy wpływu. Inaczej nie zakochiwalibyśmy się w złych kobietach i mężczyznach.

Niska samoocena a filofobia

Filofobia bardzo często wiąże się z niską samooceną. Osoba, która nie wierzy, że jest wartościowa, powątpiewa też w szczerość naszych uczuć. Nie potrafi bowiem zrozumieć, jak to możliwe, że ktoś ją pokochał, skoro nawet ona sama nie darzy siebie zbyt wielkim uczuciem. Walkę z filofobią należy zatem rozpocząć od pracy nad własną samooceną. Spójrz na to z dobrej strony. Skoro ktoś cię kocha i chce z tobą być, pomimo wad i braków emocjonalnych, które ewidentnie posiadasz, to znak musisz mieć w sobie coś wyjątkowego. Jeśli nie wiesz, co to jest, możesz zapytać drugiej osoby, co w tobie pokochała i na tej podstawie oprzeć pracę nad własną samooceną. Uwierz, że każdy człowiek dąży w życiu do szczęścia, nie wiązałby się zatem z kimś bezwartościowym i niegodnym uwagi. Gdy uwierzysz w siebie, musisz otworzyć się na uczucie. Ryzyko zranienia istnieje, ale warto zaryzykować, bo miłość to niezwykłe uczucie, które zmienia nasze życie na lepsze i czyni je wartościowym. Bez prawdziwego uczucia nasza egzystencja zawsze będzie sprawiała wrażenie ubogiej i bezwartościowej. Jeśli czujesz, że jest w tobie coś złego – nadmierna agresja, skłonność do popadania w nałogi, kłamstwo etc., musisz też popracować nad swoim charakterem. Naprawdę łatwiej zmienić swoje nawyki, gdy na horyzoncie ma się kogoś, kogo się kocha z wzajemnością, niż żyjąc samemu jak palec. To niesamowite, jak miłość potrafi uskrzydlać i zmieniać nasze życie na lepsze. Trzeba tylko dać jej szanse. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

Komentarze (4)

pati25

3 lata temu

Ta filofobia to poważny problem.To co napisała Dulcynea i Irena to coś niewiarygodnego (te historie).Żeby tak się bać kobiet.No ale cóż.

dulcynea

3 lata temu

Filofobia , to fobia której wcześniej nie znałam . Nazwy , bo o zjawisku słyszałam . Wuj mojego męża bardzo bał się kobiet , raczej kontaktów z nimi .
Kiedyś bardzo przystojny , rodzina starała się go zapoznać z różnymi kobietami . Ale bez skutku , opowiadają sobie anegdotę , że kiedyś gdy przyszedł do siostry na obiad , a ta zaprosiła swoją koleżankę by ich poznać, kiedy zadzwoniła koleżanka a wuj ją usłyszał z drugiego pokoju , to wyskoczył przez okno ( na ogród ) i uciekł do swojego mieszkania.
Umarł w wieku ponad dziewięćdziesięciu lat , jako samotny mężczyzna.

    Irena

    3 lata temu

    To już poważna sprawa, żeby tak bać się kobiet. Szkoda takich osób, bo nawet pewnie nie widzą ile tracą. Chociaż… zaoszczędził też z pewnością wiele nerwów 😉 Mógłby trafić na zołzę i męczyć się z nią 🙂
    Ale też kiedyś takie osoby mogły uchodzić po prostu za dziwne, a teraz jest to choroba, którą się leczy.

Irena

3 lata temu

Nie wiedziałam, że jest taka choroba. Wiedziałam, że niektórzy boją się miłości i zaangażowania, ale że aż tak?
Mam kolegę, który nie potrafi ułożyć sobie życia. Jest po rozwodzie, ostatnio był w związku z mężatką, która go tylko wykorzystała i gdy jej sytuacja się poprawiła, po prostu go zostawiła. A uprzedzałam, żeby się z nią nie wiązał, bo od początku czułam kim ona jest. Kobiety potrafią być tak perfidne, że brak słów.
Truła mu, że jest nieszczęśliwa w małżeństwie, że jej mąż to gbur, nie okazuje jej uczuć, nie dba o ich syna, mówiła, że niby nie sypiają ze sobą, że on ją ciągle obraża i poniża…. Ponoć się go bała. A mnie zdziwił fakt, że nie bała się wdać w romans….
Mój kolega zabierał ją na wycieczki podczas gdy jej męża nie było w domu, bo wyjeżdżał na roboty czasami na dwa tygodnie, na dwa miesiące, różnie…. Dawał prezenty, załatwił pracę u znajomej, załatwił lekarza dla jej syna bo miał jakiś problem zdrowotny. A jak już dostała wszystko co chciała zakończyła romans. I to w momencie gdy on akurat stracił swoją pracę….. i potrzebował wsparcia.

Mój kolega załamał się, ciągle powtarza że jest nikim, że jest zerem, że nie zasługuje na kobietę. Jego samoocena w tym momencie jest zerowa…. może to filofobia… a może tylko chwilowa depresja.

Zostaw komentarz